Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2025

MALOWANIE CISZY

Anna Kamieńska, Rozalka Olaboga, ilustracje Ewa Salamon, Warszawa, 1968.   "To on! To stary dzwon patrzy na nią, jest tu obok, niby obojętny, ale wewnątrz jakby groźny i surowy. Jakby o coś uporczywie pytający. - Tak, to ja. Rozalka. Rozalka Olaboga. Ta sama. Czy pozwolisz mi tu pobyć razem z tobą?" Książeczka "Rozalka Olaboga" ma dwóch ilustratorów, pierwszym i pierwotnie animującym historie małej dziewczynki, jest autorka Pani Anna Kamieńska. Drugą pozostaje towarzysząca mi w moich bajkowych podróżach, Pani Ewa Salamon, której zawdzięczamy graficzną ilustracje obrazów słów. Malowane słowa, stają się nieprawdopodobnym nośnikiem historii, która bardzo głęboko w nas wnika, porusza, nieprawdopodobnie oddziałuje na emocje. Zajmuje się ilustracją, tu niestety obrazki bledną w wierszach toczących się po sobie zdań. W sumie to chyba dobrze, że to litografia, przez to obrazy Pani Ewy wydają się być stosowne, nienachalne. Kolor byłby tu mocno nie na miejscu.  Opis ciszy: ...

KRÓTKA CHWILA O KWIATACH

  Helena Bechlerowa, Koniczyna Pana Floriana, ilustracje Krystyna Witkowska, Warszawa, 1966   To są moje drugie kwiaty Pani Krystyny Witkowskiej, pierwsze zobaczyłem w książeczce pt Zamki na lodzie, Józefa Ratajczaka. Już przy pierwszym spotkaniu kwiaty Pani Krystyny wydawały się być wyjątkowe, różyczkowate. Na obrazku z bajki Koniczyna Pana Floriana, widzimy przedstawienie ogrodu tytułowej postaci, z furtką, która jak nadzieja ma pozostać zawsze otwarta. Do ujęcia kompozycyjnego furtki w ceglanym murze, dopasowano trochę tak mimowolnie linie podziału rozkładu barw i kształtów, namalowanych niżej kwiatków. Przez to kompozycja wydaje się być bardziej wertykalna, a kwiaty są cudnie wychodzące poza przestrzeń ogrodu. Do tego kolor, niesamowite burgundy, które mi gdzieś będą kojarzyły się z ilustratorką, bo one jakoś pozostały w mojej pamięci, jako te istotne i niezbędnie potrzebne w namalowanej przestrzeni. Przy kolorze szarych odcieni kwietnych płatków, mamy również ujmujący mar...

PODOBIEŃSTWA I RÓŻNICE

  Helena Bechlerowa, Koniczyna Pana Floriana, ilustracje Krystyna Witkowska, Warszawa, 1966 "To brązowy źrebaczek Kasztanek. Kasztanek pasie się niedaleko na łące. Ale czasem zapomina o zielonej, soczystej trawie. Podchodzi blisko do płotka i patrzy na tańczące koniki." Wcześniej poznaliśmy Białogrzywka, białego konika w szare łatki, przyozdobionego złocącą się uprzężą. Konik był osadzony na karuzeli i towarzyszył dzieciom w ich zabawie. Tańczy rytmicznie i w koło. Kasztanek z zazdrością patrzył na białego konika, bo przecież z dziećmi, z muzyką i tańcem wybijał się z prozy opatrzonej i mocno codziennej łąki. Pani Krystyna Witkowska, ilustratorka bajki Heleny Bechlerowej, zręcznie oddała prozę kasztanka, prostą, purystycznie wyrazistą ilustracją. Mamy wertykalne linie tła, zdobiącego dość monotonny krajobraz i przepięknie spionizowaną sylwetkę Kasztanka, który wypełnia sobą treść obrazka. I to myślące oko, które niby patrzy na nas, ale nie, bo z kontekstu bajki, nieśmiało zer...

MALOWANE KAMIENIEM

  Jerzy BROSZKIEWICZ, Długi deszczowy tydzień, il. Ewa SALAMON, Warszawa, 1977 Stało się tak, że w nieoczywisty sposób, bo w nawiązaniu do jakiejś niekompletnej przesyłki, w oparciu o mocno niecywilizowane medium kurierskie (bo za pośrednictwem Poczty Polskiej), przyszło mi coś co pewnie kiedyś zamawiałem ale już mi się zgubiło, tak w przestrzeni jak i w pamięci. Książeczka dla dzieci (chociaż jak na ten format odbiorcy to grubsza literatura), autora Jerzego Broszkiewicz, pt. Długi deszczowy tydzień, z ilustracjami Ewy Salamon, wydana nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia w 1977 roku. Książka dla mnie ważna, bo mamy tam litografie Pani Ewy Salamon, dla których w moim sercu mam przeznaczoną oddzielną lożę VIP, w tej mojej obrazkowej delektacji. Zamęczyłem oną książeczkę skanowaniem, ale musiałem sobie przetworzyć ten zbiorek dwudziestu obrazów na jakiś format elektroniczny, żeby chociaż trochę z tego móc pokazać. I tak oto na ilustracji mamy kwietną łąkę z samotnie osadzonym drzewem...

POSTRZEGANIE SZCZĘŚCIA

Bechlerowa Helena, Koniczyna Pana Floriana, ilustracje Krystyna Witkowska, Warszawa, 1966   Prosta bajka o postrzeganiu szczęścia, która trochę jak ładny motor - dobrze się prowadzi, czytelniczo rzecz jasna ;) Bohaterami opowiadania są dwa koniki z bogatym życiem wewnętrznym, które na skutek spełnionego życzenia, nie tylko realizują swoje marzenia, ale i zręcznie wypełniają przestrzeń po samych sobie, cudnie kompensując materie swoich pragnień. Gdzieś tylko podprogowo brzęczy mi z tyłu głowy stare powiedzenie, o uważności na to co sobie życzymy, bo nieszęśliwie może się spełnić. Cudowne opowiadanie, które nie tylko w fabule ale i w jej puencie, pozostawia otwartą furtkę nadziei. Przedstawiam Wam Białogrzywka, konika białego w srebrzyste plamki, z piękną, bujną grzywą. Autorką ilustracji jest Krystyna Witkowska.

ROZTERKI NIECO JUŻ WYLINIAŁEGO, BAJKOWEGO ZBIERACZA.

Inwentarz dzisiejszych przydatków. Dzisiaj przyszło znowu około 15 książeczek, w większości to oswojone nazwiska polskich ilustratorek i ilustratorów, których zawsze z przyjemnością goszczę pod swoim dachem. Dodałem je już do inwentarza lepszej bajki, coby ta moja świadomość sytuacyjna, w zakresie stanu posiadania pozostawała wiecznie żywa, mam jednak cały czas nieustającą obawę, że przy przekroczeniu jakiejś masy krytycznej w ilości posiadanych książeczek, przestanę je jakoś sensownie ogarniać. Trochę się tego boję, bo zasób rośnie tak na poziomie buchalterii, jak i na stercie gromadzącej się na podłodze i meblach w pokoju, który doraźnie przeznaczyłem na ich przechowanie. A w inwentarzu, mimo codziennej mojej aktywności w tej materii, umieszczam na razie tylko pozycje nowe, które do mnie docierają jakoś z tygodnia na tydzień, brak mi jednak zacięcia, żeby zająć się zasobem zgromadzonym dotychczas (a jest go sporo). Uparłem się też, że jakakolwiek książeczka, która się znajdzie u mnie...

MYSZKA I OŁÓWEK

  Władimir SUTIEJEW, Myszka i ołówek, ilustracje Krystyna WITKOWSKA, 1967, Nasza Księgarnia. Jak zapowiadałem, dzisiaj też przyszły fajne książeczki, w mocno świadomym wyborze, których wydania dokonały się w latach 60-tych ubiegłego wieku. Ilość napływających bajek, które zaczęły mi się stosikami piętrzyć na wszelkim możliwym meblunku (bo półeczki jeszcze nie skręcone) zaczyna mnie trochę przytłaczać, kiedy pomyślę, że fajnie byłoby je jakoś przetworzyć i mniej lub bardziej zręcznie pokazać. Niżej tytuły nowo przybyłych książeczek ;) Włodzimierz DOMERADZKI, W MOIM OKNIE, ilustracje Teresa WILBIK, 1967, NASZA KSIĘGARNIA. Maria CUKIERKÓWNA, OD SAMEGO RANA, PIOSENKI NA JEDEN GŁOS, ilustracje Barbara GAWDZIK-BRZOZOWSKA, 1973, POLSKIE WYDAWNICTWO MUZYCZNE. Lech  MIKLASZEWSKI (red), PIOSENKI RADIOWE, NA JEDEN GŁOS, ilustracje Lech JURJEWICZ, ,1967, POLSKIE WYDAWNICTWO MUZYCZNE. Wanda CHOTOMSKA, PRALNIA PANA SZOPA, ilustracje Janusz STANNY, 1966, BIURO WYDAWNICZE RUCH. Hanna ŁOCHCKA...

RADOŚCI I ROZCZAROWANIA

Genowefa Karasiewicz, Szedł raz zajączek, ilustracje Juliusz Makowski, Warszawa, 1964     Bardziej organizacyjnie, bo przyszły rzeczy ze świata a i jutro pewnie też przyjdą. Ostatnio na portalu aukcyjnym rzeczy używanych, specjalizującym się handlu odzieżą, kupiłem kilka książeczek i czasopism dla dzieci i młodzieży z czasów PRL. Zaczęło się niewinnie od poszukiwań późniejszych wydań Kichusia majstra Lepigliny,  Pani Janiny Porazińskiej, ponieważ przeczytałem w uczonych księgach, że nie tylko Michał BYLINA ilustrował to opowiadanie. Dokładnie polowałem na ilustracje Pani Marii Orłowska-Gabryś, która też miała coś ilustrować w Kichusiu. Kupiłem 10. wydanie z 1981, które też ilustrował ten sam Bylina co w wydaniu piątym z 1948 roku. To było rozczarowanie ;) Przeglądając jednak propozycje sprzedażowe, znalazłem zestaw 17 gazetek PŁOMYCZEK z lat 60-tych, które w wielce atrakcyjnej cenie mrugały do mnie okiem. Nie oparłem się, przez co PŁOMYCZKI zawitały pod moją nędzną strzec...

Józef Ratajczak, Zamki na lodzie, ilustracja Krystyna Witkowska, Warszawa 1966.

  Józef Ratajczak, Zamki na lodzie, ilustracja Krystyna Witkowska, Warszawa 1966 Cieszę się, że posiadłem zdolność dziwienia się, przez to mogę cały czas sam siebie zaskakiwać i funkcjonować w obszarach, które generują we mnie nieskończoną ciekawość. Kolejny przypadkowy zakup i przekroczony próg wejścia w zakresie smakowania bajecznych ilustracji. Pani Krystyna Witkowska dotychczas była dla mnie nazwiskiem nieznanym, chociaż w czasach aktywności zawodowej musiała być lepszą szyszką estetycznego mainstreamu, który natenczas kształtował trend stylowy ówczesnych artystów oraz kubki smakowe nieletniego odbiorcy. Dla mnie to zresztą fenomen, godzenie zabawy stylem, formą i techniką pracy w sztukach plastycznych, z dostosowaniem pewnej docelowości najmłodszego odbiorcy literatury, który w samej swojej idei pozostawał zawsze czytelnikiem najbardziej wymagającym, z najbardziej wyrobionym obszarem wyobrażania. Możliwe, że zawdzięczamy to również funkcjonowaniu ówczesnego rynku wydawniczego,...

POTOCZYSTOŚĆ ZAKOLI LOSU

Pamela Lyndon Travers, Agnieszka w parku, ilustracje Maria Orłowska-Gabryś, Nasza Księgarnia, Warszawa 1963.     Jak zwykle ogarnąłem trochę poniewczasie ;) Kiedyś w zbiorze wypełniaczy do darmowej przesyłki, kupiłem książeczkę pt Agnieszka w parku, pisarki Pamela Lyndon Travers. Trochę ilustracji było, jednak zadka nie urwało, bo jak dla mnie były w zbyt mimetycznej czerni i bieli, w takiej przedwojennej stylówce przedmiotowej i estetycznej. Ostatnio jednak wspierając swój zasób książeczek bajkowych, zacząłem szukać jakiegoś klucza systemowego do lepiej ogarniętego i nieco bardziej świadomego zbieractwa. Tworząc zatem swój własny zestaw pobożnych życzeń w zakresie ilustratorstwa polskiego czasów PRL, potykając się, odbiłem się o książkę Pani Barbary Gawryluk (skądinąd cudny prezent, który kiedyś dostałem na imieniny i nadal pozostaje bardzo wdzięczny, bo przedmiotowe święto nie warte było takiej książki ;) pt Ilustratorki, ilustratorzy. Motylki z okładki i smoki bez wąsów. ...

FACHOWE NIEOCZYWISTOŚCI

   Kornel MAKUSZYŃSKI, O dwóch takich co ukradli księżyc, projekt okładki Ewa SALAMON, il. Konstanty SOPOĆKO, Warszawa, 1966.       Coś fachowego, jak się mawia w pierdelskim tyglu towarzyskim. A na naukę nigdy za późno. Zupełnie randomowy zakup, kierowany wyłącznie przeczuciem, że fajna okładka i jako że dla dzieci, to jakaś grafika być powinna. Jakie było moje zdziwienie kiedy przeczytałem w stopce – "okładkę projektowała Ewa Salamon". Tak mi wychodzi, że za tą Panią Ewą biegam jak pątnik po kalwarii, tj od stacji do stacji. Mam tylko nadzieje, że moja historia będzie powieścią drogi i trochę lepiej się skończy, niż ten dukt przetarty przez Nazarejczyka.     Okładka mocno mroczna, wszystko utopione w czerni tła, które tylko gdzieniegdzie pozwala dostrzec niebieski kontur, ledwo wyodrębniającego się kształtu. To jakieś niezręczne założenie architektoniczne, dociśnięte infantylnymi kopułkami, to ponura ryba z drapowanym ciałkiem. R...

"UMIE LIPIEC SŁOŃCEM PRZYPIEC, UMIE ZSYŁAĆ DESZCZE"

  Ewa Salamon, Płomyczek, lipiec 1963, ilustracja do wiersza pt „Lipiec”, Jerzego Ficowskiego.           Już niestety Lipiec deszczy nie zsyła ;)       Kolejny wierszyk, kolejne kwiatki. Tym razem na bogato: kielichy jak ludowe serwety, masywne łodygi w pstrokatej barwie, zapylacz z przydużym zadkiem no i pejzaż niekoniecznie mimetyczny ale zupełnie adekwatny do opisywanej aury. Brak perspektywy, brak skrótu, kwiaty jak geometryczne dyski skupione wyłącznie na widzu i profil owada w przelotnej chwili, świadomie zmierzającego gdzieś w swoją stronę. Kolory już nie ciepłe a upalne, z żółto-czerwoną dominantą i moim ulubionym szaro-granatowym konturem. Widać analogie stylową do prac zamieszczonych w książeczce Ludwika, Jerzego KERNA, pt. JUREK OGÓREK, z 1965, chyba był to jakiś wdzięcznie pstrokaty projekt i moje ulubione kwiaty.  

CZEMU MASZ ZEGARZE, TAKĄ SMUTNĄ MINĘ?

Zegar słoneczny, Ewa SALAMON, Jacek CHRUŚCIELEWICZ, Świerszczyk, październik 1970.       Rzecz będzie o pojedynczym obrazku autorstwa Pani Ewy SALAMON, ilustrującym wierszyk Pana Jacka CHRUŚCIELEWICZ, stworzonym dla czasopisma Świerszczyk, Nr 42, 18/10/1970.   Konteksty:      Krótka forma, pisana wierszem o pewnej przewrotności rzeczy i trochę o ... emocjach ;)  ZEGAR SŁONECZNY Słoneczko znikło z nieba, skryło się za chmurą. Posmutniał słoneczny zegar, patrzy w dół ponuro. - Czemu  masz, zegarze, taką smutną minę? Spojrzał w górę. - Bo przez chmurę będę teraz musiał się was pytać o godzinę.   Ilustracja:     Na pierwszym planie w sumie mamy dwóch bohaterów, zegar słoneczny i mocno zarysowaną, białą chmurkę. Antykizujący kapitel, kanelowany, stylizowany na porządek joński, wspiera zamiast gzymsu, tarczę zegarową z palcem wskazówki skierowanym w nieco przyblakłe słońce. W odróżnieniu do sterylnie białej chmurki, zegar z...